Lubię "Szafiarki". Lubię też blog Kasi Tusk i jej pomijanej koleżanki Zosi. Sam jednak nigdy nie nadawałem się na szafiarza. Od paru lat noszę to samo, prawie jak Steve Jobs, tylko mniej konsekwentnie.
To nic ciekawego, standardowy zestaw europejskiej BKŚ. Sami wiecie, niezbyt eleganckie spodnie, koszula średniej klasy, jak zimno to sweterek i marynarka. W weekendy dżinsy i stary t-shirt, w lecie szorty, jesienią polar. Słaby materiał na wpisy, a z moją facjatą jeszcze gorszy na zdjęcia.
Mam jednak swoją odzieżową obsesję. Buty. Kupuję je jak gadżety, kompulsywnie. Im dziwniejsze tym lepsze, pod warunkiem, że są wygodne. Potem noszę je latami, aż zaczną się rozpadać. Nie wyrzucam, składuję stare pary w walizkach i walczę o ich przetrwanie przy każdych porządkach zarządzanych przez wybrankę serca.
Obsesja jest jednak nieco nudna, od paru lat wybór ogranicza się do produktów dwóch marek: Hush Puppies i Clarks. Oczywiście tylko te uznawane za najbrzydsze, zupełnie nieeleganckie modele. Niestety, moim zdaniem takie są najwygodniejsze i wyglądają najlepiej.
Mam jednak swoją odzieżową obsesję. Buty. Kupuję je jak gadżety, kompulsywnie. Im dziwniejsze tym lepsze, pod warunkiem, że są wygodne. Potem noszę je latami, aż zaczną się rozpadać. Nie wyrzucam, składuję stare pary w walizkach i walczę o ich przetrwanie przy każdych porządkach zarządzanych przez wybrankę serca.
Obsesja jest jednak nieco nudna, od paru lat wybór ogranicza się do produktów dwóch marek: Hush Puppies i Clarks. Oczywiście tylko te uznawane za najbrzydsze, zupełnie nieeleganckie modele. Niestety, moim zdaniem takie są najwygodniejsze i wyglądają najlepiej.
Obsesja na punkcie perwersyjnie brzydkich, ale wygodnych butów objawia się jeszcze jednym dziwactwem. Reaguję histerią na myśl o zakupie klasycznych butów do garnituru - czarnych oksfordów. Trumniaki! memłam pod nosem i z zaciętą miną wychodzę ze sklepu. Lepiej mi wtedy nie towarzyszyć.
To, że mam ewidentnie kiepski gust obuwniczy, nie zmienia podstawowego faktu. Buty są dla mnie ważne. Nosiłem się więc z pomysłem, że kiedyś założę blog o takich butach jakie lubię. Footspotting, to mogłoby się przyjąć. Ba! Mogło się nawet okazać, że zmienię percepcję czytelników i moje człapaki zostaną uznane za wystarczająco wizytowe. Niestety, nic z tego. Footspotting umarł, zanim się narodził.
Kiedy wejdziesz między wrony, będziesz człapać jak i one. Od roku mieszkam w Szwajcarii. Od paru tygodni chodzę w klasycznych mokasynach Tod's. I wiecie co jest najgorsze? Właśnie oglądałem oksfordy firmy Church i... nawet mi się spodobały te ohydne trumniaki.
