9.16.2011

Biblijna tradycja


Roześmiani ludzie jedzą kolację w sympatycznej knajpie w jakimś pięknym mieście. Można im tylko zazdrościć? Niekoniecznie. To może być ich ostatnia wspólna kolacja. Farewell Party. Wydarzenie miłe i smutne zarazem.

Wiele takich pożegnań widziałem, wy też pewnie braliście w nich udział. Byłem odchodzącym szefem, który ciągle myśli o swoim zespole. Żegnałem swojego szefa, który dosłownie przewracał swoją karierę do góry nogami jadąc do Australii. Wczoraj też żegnałem dwoje swoich przyjaciół, którzy będą szukać szczęścia gdzie indziej.

Miejsce nie jest ważne. Pub Lolek, Rosa del Raval, Sisal w Badalonie, Cafe Oz, Le Point Zero. Pożegnalne kolacje są do siebie bardzo podobne w całej Europie. Dobre jedzenie, sporo alkoholu, wszyscy żartują. A z tyłu głowy ciągle siedzi pytanie "co będzie dalej?". Co dalej z tymi co odchodzą, co dalej z tymi, ktorzy pozostają. Co powinniśmy sobie przekazać, co zapomnieliśmy zrobić.

Choć nikt po tych kolacjach nie umiera, zawsze kojarzą mi się z Ostatnią Wieczerzą. Tą z obrazu Leonarda, i tą z Ewangelii Łukasza. Zastanawiam się, co od dziś będę czynić na pamiątkę swoich przyjaciół?